LEGENDY Z OSTRÓDY I OKOLIC – LEGENDA O MAZURSKIM KŁOBUKU

Niedawno przedstawiliśmy wam legendę o Smętku i Kłobuku. Tym razem w kolejnej części naszych bajań postanowiliśmy pociągnąć temat.

Kłobuk inaczej kołbuk, lataniec, chobołd, zły to  demon wywodzący się z wierzeń dawnych Słowian. W niektórych wsiach mówiono jednak, że  był on dobry i znosił bogactwo temu kto go karmił. Jego ulubionymi potrawami były pieczone jajka lub kluski. Zdobyte dla swego gospodarza bogactwa zabierał innym.  Funkcjonowało nawet powiedzenie „ jemu chyba kłobuk nosi”, mówiono tak o kimś bogatym, komu się dobrze powodziło. Demon mógł przybierać różne postacie takie jak: czarnej, zmokłej kury; ptaka o iskrzącym się ogonie, kaczki, gęsi, sroki, wrony, kota,  a nawet człowieka. Demona trzeba był trzymać w beczce z piórami. Dziś  przedstawiamy legendę, którą  w pełnej wersji  spisała  Irena Kwintowa.

O mazurskim Kłobuku

Dawno temu Smętek wybrał się na swym burym wilku na przejażdżkę. Nagle przystanął i zobaczył, jak na polu młody chłop pracuje. A pole było kiepskie – pełno ostów i wielkich kamieni. Mężczyzna pracował jednak bez wytchnienia i kamienie na jedną kupę składał. Nie narzekał. Choć brat w spadku dostał lepsze pole, ale przecież miał sześcioro dzieci i żonę na utrzymaniu. A on sam jakoś się utrzyma, a i pole do porządku doprowadzi. W końcu Daniel, bo tak miał chłop na imię, zasnął na polu a Smętek widząc to stwierdził – niech sobie pośpi, ręce ma całe zakrwawione. Przyda mu się odpoczynek. I pojechał dalej.

Wracając patrzy – a cóż to? Chłop dalej twardo śpi, nie ma stosu  kamieni – wszystkie znowu na polu porozrzucane. Patrzy, a to Kłobuk się śmieje i witką po piętach chłopa łaskocze. Zdenerwował się Smętek i skrzyczał Kłobuka. Ten w odpowiedzi  stwierdził, że cały rok za chłopem biega, dokucza mu, różne figle robi, a ten nic – nawet nie przeklnie, tylko pracuje dalej. Może teraz by się udało, ale Smętek przeszkodził.

– W takim razie – powiedział Smętek – schowamy się i zobaczymy. Jeśli teraz zaklnie – puszczę cię wolno. Jeśli jednak znowu nic – za karę za twe figle będziesz cały rok mu służył wiernie, aby do dobrobytu doszedł.

Nie spodobało się to demonowi, ale nie miał wyjścia.

W końcu chłop się obudził – popatrzył na pole i nic. Westchnął tylko ciężko i wziął się do pracy. Zrozpaczony Kłobuk za głowę się łapie, włosy z niej wyrywa, bo  stał się parobkiem u biednego chłopa. Rano zmieniony w człowieka poprosił biednego chłopinę o nocleg, a  ten przyjął go do pracy. Zapłatą miał być dach nad głową, bo nowy gospodarz pieniędzy na służącego nie miał. I tak od teraz we dwóch mieszkali i pracowali.

Dzielny był z Kłobuka pracownik. A to zboża przywiózł nie wiadomo skąd, a to konia Siwka podkuł. Pewnego razu w drodze do kowala usłyszał znajome i miłe jego sercu przekleństwa. To karoca z panami w błocie ugrzęzła i cztery konie nie mogły jej wyciągnąć.

Kłobuk wpadł na pomysł – zaproponował, że wyciągnie z Siwkiem karocę, ale w zamian 2 konie mu oddadzą. Wszyscy się śmiali, jak jeden koń wyciągnie powóz, skoro cztery zwierzęta nie dały rady. Silne licho samo popchało karocę z tyłu, Siwek szarpnął i cóż to – powóz  z błota wyskoczył. I tak chłop miał już 3 konie. Ale czym je wyżywić? Wpadł Kłobuk na kolejny koncept. Znał pewną wielce sknerowatą damę. Poszedł do niej prosić o siano. Zanim doszedł do stogów, psy wypadły z obejścia i już go za nogawki – aż mu spodnie porwały. Baba wypadła z obejścia i szybko psy odgania, a nuż jakiegoś odszkodowania będzie chciał? Ładnie poprosił demon o siano, ale sknera nie chciała mu dać.

– Portki mi psy porwały ,a wezmę tylko tyle ile na plecy się zmieści.

Czy te kamienie Daniel zbierał z pola, a kłobuk mu w tym przeszkadzał

Baba się zgodziła. Podszedł więc Kłobuk do największego stogu, zaparł się i cały w górę podniósł. Baba z podziwu wyjść nie mogła, ale szkoda się jej zrobiło straconego siana. Woła dzieci swoje, aby byka wypuściły. Biegnie byk po polu, już się zbliża, a tu licho za łeb go chwyta, przekręca i na stóg siana zarzuca.

– Nie zabierajcie mi byka – wrzasnęła baba

– Nie jestem złodziej. Jak mi tę małą krówkę dacie, co tam się pasie, to byka zostawię. Zatrzęsła się baba z oburzenia, ale wyjścia nie miała. Przyniósł  Kłobuk siano, a i krówkę na dodatek.

Mówi kiedyś Kłobuk do chłopa, że przydałoby się nowy dom zbudować i przybudówkę do stajni. Bał się Daniel nawet spytać, co się dzieje. Stwierdził, że strasznie dziwny ten jego pomocnik. Za niewielki czas nowy dom był gotów, niewielki – taki w sam raz. I meble parobek zrobił, w końcu postanowił chłopa wydać za córkę młynarz. Niedługo myślał i przystąpił do działania. Zwołał wszystkie myszy z okolicy, kazał im iść do młyna i siedzieć tam tak długo, aż je odwoła. Mąka tam dobra, mówił, krzywda tam się wam nie stanie.

– Rozkaz, wasza kłobukowska mość – powiedziały myszy.

Odtąd młynarz miał nie lada problem. Nic nie pomagało – nie mógł się myszy pozbyć. Ludzie zaczęli młyn omijać z daleka, wiatrak coraz częściej stał nieruchomy. W końcu pojawił się we młynie demon i  powiedział, że może myszy wyprowadzić, jeśli córka młynarza za Daniela wyjdzie. Nie chciał się chłop na początku zgodzić, nie o takim zięciu marzył, jednak wyjścia nie miał. A i jego córę serce do Daniela ciągnęło. Kłobuk myszy z młyna wyprowadził. Wyprawiono huczne wesele, a w chacie Daniela jakby znowu słońce zamieszkało. Kłobuk był zadowolony, bo pojeść dobrze lubił, a młynarzówna gotować pysznie umiała – nie to, co wcześniej jej mąż.

Demon wiedział, że tak musi być. Pojawił się Smętek i widząc, że markotny jest, spytał go, jak się miał. Brzuszysko się mu zaokrągliło, bo gospodyni karmiła dobrze. Kłobuk wiedząc, że wyjścia nie ma, poprosił Smętka, by czasem pozwolił mu przyjść w odwiedziny do gospodarza. Smętek machnął swoją witką i znowu przed nim stał prawdziwy Kłobuk, a nie parobek.

Długo szukał Daniel po okolicy swego pomocnika, jedna słuch po nim zaginął. Czasem tylko, gdy mały synek gospodarza bawił się nieopodal lasu, przybiegał mały zajączek, który kicał niedaleko i zabawnie strzygł uszami. To Kłobuk w zajęczej postaci odwiedzał dawnych przyjaciół…

Marzena Matuszka

Post Author: Marzena Matuszka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *