WODA DAJE MI MOC I SIŁĘ – ROZMOWA Z ANDRZEJEM TOMASZEWSKIM – BRUNO ŁOWCĄ MAZURY

Andrzej Tomaszewski, ostródzianin, to pasjonat wędkarstwa no kill. Jako Bruno Łowca Mazury znany jest w Ostródzie, a także w naszym regionie z akcji sprzątania jezior i rzek ze śmieci pozostawionych przez pseudowędkarzy, turystów czy mieszkańców. Wspólnie z Sylwestrem Pepel i wolontariuszami sprzątał m.in. Jeziora Drwęckie i Jakuba w Ostródzie, rzeki Pasłękę w Braniewie i Drwęcę w Brodnicy oraz Jezioro Długie w Olsztynie. Zaprosiliśmy go do rozmowy o wędkarstwie, kłusownikach, planach dotyczących założenia ekopatrolu, magnesie neodymowym i wielu innych sprawach.

Ostróda Flesz – Czym jest dla Ciebie wędkarstwo?

Andrzej Tomaszewski – Jest dla mnie wszystkim. Kiedy jestem na rybach to wracają wspomnienia związane z ojcem, dzieciństwem. To właśnie ojciec zaszczepił we mnie tę pasję. Kocham wędkować, pójść nad wodę, posiedzieć, obcować z naturą.

– Pracujesz, masz rodzinę, do tego wędkarstwo, na które poświęcasz dużo czasu. Na Facebook’u często dajesz posty o swoich wyprawach na wędkowanie. Jak znajdujesz czas na tak częste wypady nad wodę? Czy ty w ogóle sypiasz?

– Dla mnie wędkarstwo to więcej niż pasja. To styl życia. Wystarczają mi 3-4 godziny snu. Ja po prostu odpoczywam nad wodą. Tu ładuję baterie. Woda daje mi moc, siłę.

– Od ilu lat jesteś wędkarzem?

– Wędkarzem jestem nieprzerwanie od 1986 roku. To wtedy ojciec zaraził mnie tą pasją.

– Pochodzisz z Przemyśla – przeprowadziłeś się do Ostródy. Te strony odpowiadają Ci pod względem pasji wędkarskiej??

– Tak, czuje się tu jak w raju. Do Ostródy przeprowadziłem się w 1992 roku razem z mamą, która wychowywała mnie po śmierci ojca w 1989 roku.

Na patrolu

– A co Ci najbardziej tu przeszkadza?

– Pseudowędkarze. Ludzie którzy śmiecą i nie dbają o te wody. No i niestety to, co każdemu wędkarzowi przeszkadza, czyli sieci rybackie. To jest najgorsze co może być – okradanie nas wędkarzy z pieniędzy. My płacimy grube składki, a oni dostają zezwolenie na zaciąg sieciami i tą rybę nam legalnie kradną. Takie jest moje zdanie i wielu wędkarzy tutaj w Ostródzie. Walczymy z tym, ale jest to walka z wiatrakami. Nie możemy nic zrobić – możemy jedynie ponarzekać.

– Czy widzisz jakąś możliwość żeby to zmienić?

– Jest możliwość, ale wszyscy wędkarze z całego powiatu musieliby się zebrać ( a jest nas wędkujących ponad 3 tysiące) i pójść do starostwa, gminy i poprosić, żeby chociaż jedno jezioro zostało tylko dla wędkarzy. Żeby sieci poszły stąd jak najdalej.

– Preferujesz wędkarstwo no kill. Na czym to polega?

– Przede wszystkim traktuję rybę nie jako mięso, ale przeciwnika. To jest podstawowa zasada łowienia no kill. Z każdą złapana rybą robię sobie zdjęcie. Popatrzę rybie w oczy z szacunkiem i ją wypuszczę. To jest najpiękniejsze w całym wędkowaniu. Wypuścić z powrotem rybę do wody. Nie traktuję ryby jak mięsa – gdybym to robił, to jakbym zabijał swoje hobby.

Na akcji sprzątania Jeziora Drwęckiego w Ostródzie

– Jakie największe okazy zdarzyło Ci się złowić?

– Mogę się pochwalić karpiem pełnołuskim o wadze 17 kg 600 g złowionym w Jeziorze Sajmino w Kajkowie 3 lata temu. Najczęściej jednak jeżdżę po stawach – tutaj tych okazów nie liczę, bo jest to komercja. Tak samo jakbyś wrzucił wędkę do akwarium i łapał te ryby. Sztuką jest złapanie na jeziorze, które nie jest komercją. Tu gdzie jest „wytrzepana” ta ryba przez kłusowników, rybaków. Zasadzić się na tą rybę przez 3-4 dni, ponęcić, posypać, poobserwować i wtedy złapać. Kiedyś złapałem też suma, który był tak duży, że połamał mi wędkę. Takie też są uroki wędkarstwa.

– Czy należysz do Państwowej Straży Rybackiej?

– Nie należę. Razem z innymi wędkarzami mamy utworzony ekopatrol i pomagamy w ten sposób Straży Rybackiej. Na 33 tysiące hektarów wody strażników jest około 40. Wiadomo, że oni pracują w określonym wymiarze czasu. Jest też Społeczna Straż Rybacka, ale ona może działać tylko na wodach Polskiego Związku Wędkarskiego. Dlatego my wędkarze musimy pomagać Państwowej Straży Rybackiej.

– Czy kłusownictwo to duży problem w naszym regionie?

– Bardzo duży. Tutaj na Warmii i Mazurach można powiedzieć, że istnieje jedna wielka mafia kłusownicza. Są pozyskiwane bardzo duże środki pieniężne z nielegalnego połowu ryb. Walczymy z tym jak tylko możemy, ale jest to walka z wiatrakami. Moim zdaniem spowodowane to jest patologią w prawie polskim. Kiedy zostanie złapany taki kłusownik, to jest to uznawane podczas sprawy sądowej jako niska szkodliwość czynu. On dostanie jakąś grzywnę lub wyrok w zawieszeniu i się śmieje. Sieci mu skonfiskują, ale co z tego, jeśli może je sobie kupić na pierwszym lepszym bazarze za dosłownie kilka złotych.

Z Sylwestrem Pepel

–  Czy Twoim zdaniem coś można na to poradzić?

– Po pierwsze sieci powinny być sprzedawane tylko dla rybaczówek. Teraz za około 200-300 złotych można na prawie każdym bazarze takie sieci kupić. Pieniądze z ryb są naprawdę duże, szczególnie z ryb szlachetnych takich jak sandacze, szczupaki czy węgorze. Dlatego popyt na nielegalną, tańszą rybę jest duży. Ludzie myślą, że jak kupią taką rybę, to nic się nie stanie. Czasem nawet nie są świadomi tego, że ryby te są złowione nielegalnie. Dlatego kłusowników wciąż przybywa i to boli prawdziwych wędkarzy.

– Skarżyłeś się, że wędkarze są okradani przez kłusowników i rybaków. Ile wynosi teraz składka wędkarska?

– Średnia składka wędkarska na wody Polskiego Związku Wędkarskiego wynosi dla nowego członka około 320 złotych rocznie. Jeśli ktoś chciałby wykupić dodatkową składkę na wody Ostródzkiego Towarzystwa Wędkarskiego, na takie jeziora jak np. Drwęckie, Pauzeńskie, Jakuba, Ornowskie, Gorzelniane to musi zapłacić drugie tyle, czyli rocznie jest to już 640 zł na łowienie na brzegu. Za pozwolenie na łowienie z łodzi trzeba wydać kolejne pieniądze. W sumie wychodzi to około 1000 zł rocznie.

– Patrolujesz też czasami Jezioro Czarne, które jest rezerwatem przyrody. Na czym taki patrol polega?

– Sprawdzam czy nie ma tam kłusowników, czy ktoś nie zostawił sznurów lub tam nielegalnie nie przebywa. Na Jezioro Czarne jest wydane dla wędkarzy preferujących zasadę no kill tylko 20 pozwoleń od konserwatora przyrody z Olsztyna. Takie zbiorniki w lesie przyciągają kłusowników i trzeba je pilnować.

– Zdarzyły Ci się jakieś niebezpieczne zdarzenia z kłusownikami?

– Tak, widły i siekiery już obok mnie latały. Różnie bywa. Kłusownicy są bezwzględni, bo nie chcą być złapani. Jeśli ktoś uprawia ten proceder od wielu lat i ma już wyroki na swoim koncie to zrobi wszystko, żeby nie zostać ponownie złapany. Dochodzi do drastycznych rzeczy. Dlatego na patrol nie chodzę sam, ale zawsze w 2-3 osoby i czasem też z psem.

– Wspominałeś o ekopatrolu? Na czym on polega?

– Chcę, aby ekopatrol mógł działać w całym powiecie, nie tylko na wodach Polskiego Związku Wędkarskiego, ( m.in. Gugowo, Jeziora Srebrne, Czarne), ale także na wodach Ostródzkiego Towarzystwa Wędkarskiego. Chcę, aby ekopatrol mógł legalnie karać mandatami za kłusownictwo czy śmiecenie. Do tego potrzebne są zezwolenia od Wojewódzkiego i Powiatowego Komendanta Państwowej Straży Rybackiej oraz rekomendacja od Prezesa koła całego zarządu i Urzędu Miasta. Uzyskanie wszystkich prawnych pozwoleń niestety długo trwa. Tym bardziej, że sam wszystko załatwiam.

–  Organizujesz lub współorganizujesz akcje oczyszczania zbiorników wodnych ze śmieci. Walczysz o czystość polskich wód. Dlaczego to robisz?

– Zaśmiecanie wód to duży problem w naszych czasach. Akcje sprzątania organizujemy w Ostródzie, w naszym regionie i w całej Polsce. Wiele osób nie tylko przyłącza się do nas, ale także zaraża się od nas naszą pasją i działa już bez nas.

– Jesteś wędkarzem. Często sprzątasz też po innych wędkarzach. Jak się z tym czujesz?

– Nie mogę powiedzieć, że sprzątam po wędkarzach, bo prawdziwy wędkarz sprząta po sobie i zabiera wszystko ze sobą z powrotem. Ci co śmiecą to pseudowędkarze. Bo jeśli wędkarstwo jest twoją pasją to dlaczego zaśmiecasz wodę, jej linię brzegową? Żeby coś dostać od tej wody, to trzeba też tej wodzie dać coś od siebie, czyli też posprzątać po innych. Kiedy przyjeżdżam ze znajomymi nad wodę i robimy stanowisko to bardzo często przez pierwsze pół godziny tylko sprzątamy. Zamiast łapać ryby to musimy sprzątać. Śmieci jest dużo. Są butelki, pudełka po zanętach, robakach, elementy namiotów (rozwalił się to go zostawiają). Cały ekosystem na tym cierpi .

– W jaki sposób śmieci np. plastik zagrażają wodzie?

– Plastik, który leży w wodzie powoli utlenia się i mikro życie np. plankton zaczyna obumierać. Wiadomo – kiedy tak się dzieje, to ryba, która żywi się takim zatrutym pokarmem choruje np. na pleśniawki, którym zaraża inne osobniki. Najgorsze są baterie. Bardzo często na magnes neodymowy wyciągamy baterie, a ostatnio też akumulator. Swoje robi także żegluga, która wypuszcza spaliny, zostawia plamy po paliwie. Jeśli rybitwa, która ma np. jakieś drobne zadrapani wpłynie w taką plamę to choruje i potem zaraża inne ptaki czy ryby.

– W jaki sposób można jeszcze pomóc przyrodzie poza sprzątaniem wody?

– Najważniejsza jest edukacja. Pamiętam lekcje o ochronie środowiska i to, jak się chodziło na wycieczki podczas których sprzątaliśmy. To jest w dalszym ciągu potrzebne. Trzeba ludziom tłumaczyć, pokazywać, jaki to jest problem. Teraz ludzi obchodzą bardziej komputery, laptopy, Facebook. Robi się patologia śmiecenia. Śmieci jest pełno – kapsle, niedopałki leżą wszędzie. Zaśmiecone jest strasznie. Edukacja powinna być w zakładach, powinny ją organizować urzędy gminy czy miasta. Powinny być billboardy. Trzeba dotrzeć do młodzieży, która też śmieci na potęgę. Przecież nawet małe śmieci mogą zaszkodzić np. ptakom, który po połknięciu małego plastiku może się zadławić i bardzo cierpieć.

– Kolejną Twoją pasją jest magnes neodymowy…

– Zaraziłem się tym od Sylwestra Pepel. Magnes jest fajny, bo dzięki niemu można śmieci wyciągać też z wody, a tak czyściliśmy tylko linię brzegową. Żelazo, które leży w wodzie rdzewieje i też zaczyna puszczać swoje związki chemiczne. Dzięki magnesowi można je wyciągnąć i wtedy zarówno dno, jak i linia brzegowa jest czysta. Coś fajnego, wspaniałego. Wolę nad czystą wodą nawet pospacerować bez wędki niż patrzeć – tu leży syf, tu jakaś rura. Magnes piękna sprawa i dużo ludzi też zarażam tym magnesem.

– Głośne były wasze problemy z poprzednimi władzami Ostródy…

– Były bardzo głośne i nieprzyjemne. Mnóstwo problemów. My jednak kierujemy się tym, żeby robić dobrze dla środowiska. Mamy na to papier z Ochrony Środowiska i nie przejmujemy się poprzednim burmistrzem. Teraz wiemy, że nowe władze nas popierają, co nas bardzo cieszy. Będziemy organizować pierwsze mistrzostwa z Klubem Sportowym Magnes Neodymowy. Oby jak najwięcej ludzi zaraziło się naszą pasją.

– Twoja kariera telewizyjna…

– Kariery telewizyjnej dużej nie mam. Grałem tylko dla Planet + w Ekopatrolu. Teraz powstaje też nowy projekt z inną telewizją na łowisku Gosłowice, ale na razie nie chcę nic zdradzać aby nie zapeszyć.

– Jak rodzina reaguje na Twoją wędkarską pasję?

– Moja żona wspiera mnie w mojej pasji. Dziękuję jej za to. Za jej wyrozumiałość. Zawsze próbuję jej wynagrodzić moje nieobecności w domu.

– Czy chciałbyś coś dodać od siebie na zakończenie?

– Żeby ludzie nie śmiecili. To jest moja prośba. Jeśli przestaną to robić to będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

– Czego Ci życzyć?

– Zdrowia. Jeśli będzie zdrowie to wszystko samo z czasem przyjdzie.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Marzena Matuszka

 

 

Post Author: Marzena Matuszka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *